Tym razem nie będzie na poważnie. Przynajmniej pozornie. Ale przynajmnie bez napinki i zadęcia.
Otóż wczoraj się spokałem z moją dawną klasą z liceum. Spotkanie było zajebiste. Nawet nie sądziłem, że to taka radość zobaczyć sie z tymi ludźmi po tylu latach. Usłyszeć znajomy śmiech, powrócić na chwilę do tej specyficznej atmosfery przyjacielskich złośliwości. Część ludzi się zmieniła, cześć tylko zestarzała. W kilka godzin można było zobaczyć jak piętnaście lat życia zweryfikowało plany i marzenia. Choć jak w każdym gronie trzydziestoklkilkulatków znajdą się i tacy którzy za wszelką cenę nie dopuszczają do siebie myśli, że nie są już nastolatkami (tylko imprezy i gadżety są droższe).
Ale właściwa refleksja przychodzi chwilę później. Kiedy wspomina się czasy szkolne, jakby mimochodem można sobie uświadomić jak inna to była rzeczywistość. Jak wiele w otaczającym nas świecie się zmieniło. I dopiero wtedy nadchodzi nieuchronne podliczenie jak wiele mineło już lat. Ale nie tych mierzonych w cyfrach, tylko w epokach, w zmianach, w nas samych i wokół nas.
Tyle ze nie ma w tym niczego złego. Własciwie to jak się rozejrzeć po tych wczorajszych roześmianych twarzach, to mogło być dużo gorzej. Ci co chcieli robić kariery, zrobili je, ci co chcieli mieć rodziny to je mają, a ci co chcieli całe zycie imprezować kontynują z entuzjazmem. (tak, wiem, upraszczam) Innymi słowy, życie potoczyło się nam w sumie pozytywnie i naprawdę się cieszę ze tak to wygląda i że można się było w takiej atmosferze spotkać i napić.
Samo sie tutaj wprasza banalne podsumowanie że koniecznie trzeba będzie to powtórzyć! no... tak... ale... jakbyśmy sie tak spotykali co kilka tygodni, to chyba nie było by to aż takim przeżyciem ;) no ale na pewno trzeba będzie sie spotkać wcześniej niż za kolejne pięć lat.
Tagi: szkoła, wspomnienia
skomentuj (0)
Chyba się rozpędzam w wymądrzaniu na tematy publiczne. No trudno, zobaczymy jak długo mi sie będzie chciało.
Tym razem będzie o katastrofie w Smoleńsku, a raczej o jej przyczynach, a dokładniej o śledztwie. Wszyscy patrzą z mniejszą lub większa uwagą na kolejne informacje i njusy z rozmaitych instytucji badajcych przyczyny katastrofy. Pojawiają się większe i mniejsze teorie spiskowe. Od zamachu, przez manipulowanie informacjami, aż do rzucanych podejrzeń że "to na pewno Prezydent im kazał".
Otóz prawda jest taka że prawdy się nigdy nie dowiemy. Może jej dużą częśc tak, ale zawszę będą jakieś pytania. Nie dlatego, że ekperci tego nigdy nie wyjasnią, tylko dlatego że czego by nie ustalili, zawsze ktos będzie podawał wątpliwości. Bo każda ewentualnośc, każde wyjaśnienie, będzie dla kogoś niewygodne. Tej rangi wydarzenie ma zbyt silne konotacje dla bieżącej polityki, żeby jakiekolwiek związane z tym działania mogły być od tej polityki wolne.
Po kolei. Jeśli odrzucimy wersję zamachu lub ataku kosmitów, to zasadniczo pozostają dwie opcje: błęd załogi lub błędy obsługi i wady lotniska. Innymi słowy przyczyna była albo "w samolocie" albo "poza nim". Pomijamy najbardziej prawdopodobną moim zdaniem czyli mieszaną. Oczywiscie dla niektórych opcji politycznych w Polsce opcja piersza jest absolutnie nie do przyjęcia bo przeszkadzałaby w budowaniu mitu "męczeńskiej i bohaterskiej śmierci" a dla innych wersja druga bo zaburzałby "spontaniczne pojednanie i wielkie otwarcie ze strony władz Rosji". W najgorszej jednak sytuacji są moim zdaniem Rosjanie. Opcja druga stawiałaby ich w bardzo złej pozycji, ale opcja pierwsza byłaby... chyba jeszcze gorsza - bo w nią wtedy nikt nie uwierzy. Gdyby ustalenia Rosjan wskazały jednoznacznie na winę załogi (bez róznicy kto i jakie decyzje podjął na pokładzie) cała ich budowana obecnie wiarygodnośc i wizerunek otwartości runęłyby jak zdmuchnięty domek z kart. Paradoksalnie wiec sądze, że władzom rosyjskiem bardziej na rękę byłoby pokazanie iż cześc winy (nawet całkiem spora) leży po stronie złego stanu technicznego lotniska, problemów z komunikacją, nadgorliwości kadry itepe. Poleci kilka głów na niższych szczeblach, wprowadzi się na papierku nowe procedury i wiarygodnośc Putina będzie mogła zabłysnąć jako ta gwiazda. Oczywiscie wtedy w Polsce też to nie będzie zaakceptowane. Odpowiedni specjalisci przejrzą na wylot Sowieckie manipulacje i stwierdzą że w ten sposób kryje się coś znacznie poważniejszego. Może jakieś celowe działania? kto wie...
Dlaczego rozważam to wszystko w założeniu "manipulacji"? Bo wiem że jakies będą. Zawsze są. Nie dlatego że ktoś ma tu złą wolę i będzie krył głębsze machloje czy sabotażystów z KGB. A dlatego że o ile nie znam sie na lotnictwie to wiem jak działają instytucje publiczne w tej częsci świata. A najważnejszą zasadą jest to, że "w administracji nie jesteś rozliczany z wyników tylko ze starań". Innymi słowy kazda instytucja w Polsce i Rosji pracująca przy wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy w pierszej kolejnosci nie ma zadania niczego wyjasnic tylko wykazać jak to sie zajebiście narobiła przy tym wyjaśnianiu. Dlatego przesłuchają wszytkich możliwych z rodziną projektanta samolotu włącznie, zbadają kazdę drzewko w okolicy, zaprzegną super duper naukowców, a potem wyprodukują takie ilosci dokumentów, żeby sie samemu w nich utopić.
Podsumowując, nie sądzę żeby w rzeczywistości miały miejsce manipulacje na większą skale. Zbyt duże jest ryzyko, że jeśli cokolwiek wtedy wycieknie to konsekwencje byłyby dewastujące. Mineły już czasy Stalina gdzie niewygodnych można było setkami zlikwidować, zbyt duze jest w Rosji bezhołowie i wewnętrzne walki, aby decydenci mieli pewność że ich gruba mistyfikacja pozostanie ukryta. Natomiast nie mam wątpliwosci że bedzie ogromna ilosc drobnych pierdół, których będą się czepiać potem wszyscy desperacko potrzebujący Rosyjskiego spisku. A potem każdą pierdołę się rozdmucha, dorobi kilka wyssanych z palca teorii i sprzeda w jakiejś dyskusji po opatrzeniu odpowiednią ilością znaków zapytania. Wtedy dopiero zobaczymy skalę możliwych manipulacji informacjami o katastrofie. Bo kiedy dochodzenie trwa podczas kampanii wyborczej to jakiekolwiek jednoznaczne wyniki nie urządzają absolutnie nikogo.
I dlatego nie będę sie ekscytował, zastanawiał, dopatrywał nindżów na filmikach z Jutiuba czy badał przeszłości każdego prokuratora pracującego przy sprawie. Zrobią to za mnie "lepsi specjaliści", choć dysponujący podobną do mojej wiedzą i tymi samymi medialnymi spekulacjami, po czym zrobią z tego medialne show i użyją jako broni w politycznych przepychankach. A ja to oleję i przełączę się na kreskówki.
Tagi: polityka, prokuratura, katastrofa, spisek, dochodzenie, smoleńsk
skomentuj (2)
Miałem o polityce nie pisac ale nie wytrzymałem. Napisze więc tutaj bo mało kto to bedzie czytał - jesli wogóle ktokolwiek. Mógłbym pisac na Fejsbuku ale mnie rzuca jak ludzie politykują na FB, bo dla mnie to jest portal rozrywkowy.
No więc zaczyna sie kampania prezydencka. No i od razu chce mi sie rzygać. Jedni rzucili się jak hieny na Prezydencką Kancelarię zanim jeszcze odszukano dymiace zwłoki wśród wraku, a drudzy teraz ledwo te zwłoki ostygły już je tyczkach jako sztandary wyborcze zawieszają. A pierdzielenie o merytorycznej i powaznej dyskusji w kampanii odbywa się wyłacznie w sferze dorabiania teorii do tych samych utartych sloganów i gierek. Z każdej strony. Bez róznicy. Semantyka się zmieni? może trochę. styl i cele? nie sądze...
Zadziwnia mnie nieodmiennie skala naiwności ludzi. Polityka to zawód jak każdy inny. Politycy mówią to co ich wybiorcy chcą usłyszeć. Każdy ma swój target, grupę docelową, której będzie nawijac makaron na uszy. Jedyna róznica pomiędzy politykiem a korporacyjnym PiaRowcem od topienia foczek w radioaktywnych odpadach jest tylko taka, że polityk mniej zarabia, więc bardziej musi sie starać. Gadanie o przyjazni z tymi czy innymi, o takich czy siakich wartościach, tolerancji lub jej braku. Bulszit. Służy to wyłącznie zidentyfikowaniu swojego ugrupowania z określoną grupą społeczną.
Jeśli są jeszcze jacyś politycy, którzy wierzą w swoją misję, to się powinno ich natychmiast odizolowac w zakładach zamkniętych bo są po prostu niebezpieczni. Tracą wtedy racjonalny ogląd tego co dla ich wyborców najlepsze a zastępują to prawdami objawionymi. Wyznają dogmat własnej nieomylności. I zaczynają się na serio odbierać człowiekowi prawo do zdania co jest dla niego najlepsze, bo oni wiedza to lepiej. I albo mnożą zakazy i ograniczenia, albo zwalczają wszelkie przejawy zdrowego odizolowywania się od niektórych zjawisk. Parytety dla feministek, krzyże na każdej ścianie, przywileje dla mniejszosci seksulanych, prohibicja, zakazywanie seksualnej edukacji, ratowanie motylków. Każda grupa ma swoje.
A czemu to służy? konsolidacji elektoratu. I niczemu więcej. Wystarczy spojrzeć z lekkiego dystansu. Im bardziej zaznaczy się ostre różnice, im bardziej zaogni podziały na "nas" i "tamtych", tym silniej sie będzie lud identyfikować ze "swoimi". Nic nie konsliduje mocniej niż strach. Strach przed szpiegami z KGB czy Inkwizycją, korporacyjnym układem czy dyktaturą moherów. Słudzy moskwy, brukseli czy kleru. Zawsze znajdzie się ktoś kogo trzeba się bać, bo nam wolnośc odbierze, dzieci zniewoli, każe siedzieć cicho i potulnie.
Czy tylko ja jestem jakiś nienormalny, czy absolutnie każda frakcja uważa że jej głos jest zagłuszany? przecież każdego dnia słysze jednocześnie że albo każdy głos niekatolicki to oznaka odwagi bo dziś nie mozna głosić czegoś innego, albo że niszczy się tradycyjne chrześcijańskie wartości w zalewie obowiązującego libertynizmu. Czy tylko ja tu widze sprzeczność? Jedni i drudzy walczą z przytłaczającymi siłami, wbrew wiekszosci, naprzeciw masom prowadzonym potulnie przez "tamtych".
Każda polityczna frakcja ma swoją grupę docelową, o której interes będzie dbać. Na tej grupie opiera swój elektorat. I do tej grupy będzie dobierać frazesy. Jesteś emerytem albo kolejowym związkowcem? PiS. Jesteś przedsiębiorcą albo korpem? PO. Studentem walczącym dla zasady z dowolnymi ograniczeniami. SLD. (Jesteś pracownikiem biurowym, urzędasem, inteligencikiem próbującym założyć rodzinę? to jestes w dupie) i tak dalej. wiem, upraszczam. Ale nic nie poradze na to, że tak to działa.
Jedyne co nam pozostaje to zobaczyć kto akurat odpowiada naszym potrzebom. Albo kto nam najmniej przeszkadza.
Mógłbym pisać jeszcze długo, ale mi się odechciało. Rzygać mi się chce.
A na wybory pójdę. Zawsze chodzę. Zgodnie z zasadą, że kto nie głosuje to nie ma prawa narzekać. Jak zwykle wybiorę drogą selekcji negatywnej.
(...eee no dobra, raz w zyciu zdarzyło mi się, że głosowałem z pełną satysfakcją, że oddaję swój głos na właściwego człowieka na stanowisko, ale to inna historia)
Tagi: polityka, politycy, prezydent, wybory, propaganda, smoleńsk
skomentuj (5)
no i cisza...
Miesiące mijają, a ja nie wymyśliłem o czym pisać.
to znaczy, tak właściwie to wymysliłem, nie raz, tylko jakoś sie nie złożyło to w czasie z byciem w pobliżu klawiatury, a potem sie zapomniało, i tak jakieś dwadzieścia razy...
mógłbym pisac o filmach, ale od jakiegoś czasu oglądam tylko kreskówki
mógłbym pisać o polityce ale rzygać mi sie chce od tego wiec nie bede zalewał bloga swoim obrzydzeniem
mógłbym pisać o jeszcze paru innych rzeczach ale mi sie nie chce
jak mi sie kiedyś zachce, to może coś napiszę
a może nie
i tak sobie będzie pusty blog wisiał
bo tak w zasadzie
mnie to wali po całości
jak ja nie lubie tego dnia!
całe dzieciństwo go nie lubiłem
to że urodziny i imieniny mam w dniu, w którym wszystkie inne dzieci też dostawały prezenty nigdy mi nie przeszkadzało, ale ogólno-grudniowe wycieranie sobie mord mikołajami osiąga 6-go apogeum, mikołaje to, mikołaj tamto, a 'najfajniejsze' z tego wszytkiego są oczywiscie dowcipy typu "co mi przyniesiesz? co nam przyniosłeś?" - jak sie to słyszy codziennie, po kilka razy, od połowy listopada po gwiazdkę to naprawdę można cholery dostać, no i na czele z 6-sto grudniowym sztrandarowym żarcikiem "dziś mikołajki wiec to ty nam pownienieć dawać prezenty" (w domyśle: bo nas gówno ochodzi ze to są twoje urodziny i imieniny, porobimy sobie z ciebie jaja, żebi ci nie było za dobrze)
wiec jeśli ktokolwiek to czyta i zamierza mi składać życzenia to trzeba pamiętać żę
1. nie obchodzę imienin tylko urodziny (też dziś)
2. grudniowym gadaniem o 'mikołajach' i przynoszeniu prezentów można mnie nieźle wpienić
(ale jak wiadomo ja się nie obrażam)
a tak poza tym
to zasadniczym plusem posiadania urodzin i imienin w Mikołajki, jest to, że większość ludzi o tym pamięta, więc odsetek bliższych i dalszych znajomych składających życzenia jest baaardzo wysoki - a to jest naprawdę miłe
Dzieńdoberek!
mam bloga!
no dobra... jeszcze nie wiem po co mi ten blog ale mam nadzieję że z czasem wyklaruje mi sie o czym tu bede pisał
a może nawet wogóle będe coś tu pisał
się zobaczy